4 maja 2014
Robimy sesję z rozmachem! Poradnik, cz. 2. "Oświetlenie"

2
Czas na drugą część poradnika. Jeśli nie czytaliście poprzedniej to zachęcam do zapoznania się z nią. Tym razem zajmiemy się oświetleniem, czyli najistotniejszą (zaraz po pomyśle) częścią sesji. Przed zdjęciami długo testowaliśmy rozmaite techniki świecenia. Zależało nam na naturalnym oświetleniu. Po przeanalizowaniu wszystkich rozwiązań zdecydowaliśmy się do większości ujęć użyć lamp wyposażonych w białe transparentne parasolki. Najczęściej prostota zdaje egzamin najlepiej. Pamiętajcie o tym, bo fotografowie mają tendencje do przedobrzania. Zawsze zaczynajcie od jednej lampy i stopniowo (w miarę potrzeby) dokładajcie kolejne.

Czas na konkrety:

ugryź fotografię blog oświetlenie
Ogniskowa 22mm. Ekspozycja: 1/60, f/3.5, ISO 1600
Ogniskowa 22mm. Ekspozycja: 1/60, f/3.5, ISO 1600
Ogniskowa 23mm. Ekspozycja: 1/60, f/4, ISO 1600
Ogniskowa 16mm. Ekspozycja: 1/100, f/4, ISO 1600
Ogniskowa 16mm. Ekspozycja: 1/100, f/3.5, ISO 1600
Ogniskowa 50mm. Ekspozycja: 1/60, f/4.5, ISO 1600
Ogniskowa 50mm. Ekspozycja: 1/60, f/5, ISO 1600
Wszystkie powyższe zdjęcia zostały wykonane z użyciem dwóch lamp. Z przodu po prawej cały teren oświetlała duża (140cm.) biała transparentna parasolka z założoną folią CTB. Jej zadaniem było symulowanie światła księżyca. Duża powierzchnia parasolki sprawiała, że światło było bardzo miękkie i naturalne. Lekko błękitny filtr CTB ochłodził światło i nadał mu realistyczne, nocne zabarwienie. Przydał się też nasz nowy nabytek czyli wysoki (około 5m.) statyw, na którym zamocowaliśmy lampę. Dzięki niemu mogliśmy bez problemu oświetlić bardzo duży teren przy użyciu tylko jednego źródła światła.

Druga lampa z zamocowaną małą (50cm.) transparentną parasolką oraz taką samą folią CTB służyła do podświetlenia drzew oraz puszczanego przez nas dymu. Tego typu oświetlenie kontrowe jest niezbędne jeśli chcecie uwidocznić jakikolwiek dym na zdjęciu.

Ciepłe światło widoczne na zdjęciach to zasługa żarówek halogenowych. Miałem co do nich obawy - przypuszczałem, że zaświecenie jeszcze jedną lampą z założoną ocieplającą folią CTO będzie niezbędne. Na szczęście same żarówki dały radę. Podłączyliśmy je (razem z dymiarką) do agregatu prądotwórczego, który to skutecznie utrudnił przekazywanie jakichkolwiek werbalnych instrukcji uczestnikom sesji.
 
 


Jeżeli przeanalizowaliście ekspozycje powyższych ujęć to pewnie rzucił Wam się w oczy stosunkowo długi czas naświetlania (w większości przypadków 1/60sek.). Przy krótszych czasach mieliśmy problem z właściwym zarejestrowaniem światła z żarówek. Błysk był zbyt silny i "gasił" je psując tym samym założony efekt. Negatywnym następstwem tego zabiegu był problem z poruszeniami na zdjęciach. W przypadku niektórych fotografii nie udało się ich niestety uniknąć. Coś za coś.

Przy ujęciu w namiocie użyliśmy innego źródła światła. Z lewej strony świeciliśmy tą samą dużą parasolką z filtrem, a za namiotem natomiast postawiliśmy lampę z założonym stripem 50x140cm. Przy tym ujęciu musieliśmy zmierzyć się z innym problemem. Parasolka oświetlała nam nie tylko drzewa i podłoże ale także sam namiot. Możecie zobaczyć to na poniższym ujęciu:

Przyznacie, że zabarwienie materiału namiotu nie jest zbyt piękne. Postanowiliśmy zrobić dwa oddzielne zdjęcia i połączyć je w procesie postprodukcji. Pierwszym było zdjęcie widoczne powyżej. Przy drugim wyłączyliśmy lampę z parasolką i zaświeciliśmy tylko stripem:


Oto finalny efekt:
Ogniskowa 16mm. Ekspozycja: 1/60, f/4.5, ISO 1600

Na koniec postanowiliśmy zrobić kilka zdjęć z naciskiem na samo światło ciągłe. W pierwszym zostawiliśmy jeszcze parasolkę z tyłu doświetlającą tło. W drugim całkowicie zrezygnowaliśmy z błysku.

Ogniskowa 50mm. Ekspozycja: 1/60, f/5, ISO 1600
Ogniskowa 50mm. Ekspozycja: 1/60, f/5, ISO 1600

Na deserek krótki backstage:
Pierwsze testy, w tle widoczna kontra
Duża parasolka z filtrem CTB

Ekipa w komplecie

To już wszystko. Piszcie i pytajcie jeśli interesuje Was jeszcze jakieś zagadnienie, którego nie poruszyłem w powyższym tekście. Niebawem kolejne wpisy z poradami.

Czytaj dalej
30 kwietnia 2014
Jak się nie ma co się lubi...

0
Dostałem wczoraj wieczorem maila ze zleceniem na wykonanie kilku nocnych zdjęć na mieście. Dupa z relaksu-pomyślałem, trzeba jechać zarabiać kasę. Takie życie fotografa, kiedy inni odpoczywają to my pracujemy.
Na domiar złego okazało się, że lokalizacje, które miałem fotografować nie były do tego przygotowane i zmarnowałem czas na jazdę po mieście. Ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. W drodze powrotnej postanowiłem wykorzystać ten wyjazd i zrobić coś spontanicznego. Postawiłem aparat na statywie we wnętrzu samochodu, ustawiłem samowyzwalacz, długi czas naświetlania i robiłem zdjęcia podczas jazdy. Niby nic odkrywczego, a wyszło całkiem ciekawie. Jeśli macie ochotę kreatywnie wykorzystać nadchodzące wolne dni to zdecydowanie polecam takie zabawy.  
Ogniskowa 16mm. Ekspozycja: 6s, f/9, ISO 100
Zwróćcie uwagę na odbicie w prawym lusterku
Ogniskowa 16mm. Ekspozycja: 6s, f/9, ISO 100

Czytaj dalej
29 kwietnia 2014
Lisku, wracam do ciebie.

0
W swoim życiu testowałem wiele przeglądarek, ale to właśnie z liskiem byłem najdłużej. Niestety z czasem zaczął mi podpadać. Za długo się włączał, czasem się zawieszał, po prostu nie był posłuszny. Jak wiadomo czas to pieniądz, a mięciutkim futerkiem nie wszystko da się nadrobić. Wtedy w moim życiu pojawił się Chrome. Mam to do siebie, że lubię nowości, nawet jeśli muszę poświęcić czas na przywyknięcie do nich. Tak właśnie było z Chromem. Na początku drażnił mnie jego ascetyczny interfejs, z czasem jednak przywykłem i zdradziłem mojego futrzaka z kolorowym kółkiem od google.
fot. Josef Gelernter
Raptem godzinę temu wyczytałem, że pojawiła się nowa wersja przeglądarki Firefox (z numerkiem 29). Moje serce przez chwilę zabiło szybciej. Czyżbym miał znowu przygarnąć liska pod strzechę? Szybko zassałem stwora ze strony i po kilku minutach mogłem już normalnie pracować. O nowych funkcjach pisał nie będę bo są od tego inne portale, ale wspomnę o najważniejszej rzeczy którą firefox ma już od dawna, a której w Chrome bardzo mi brakowało. Chodzi o obsługę profili ICC. Jeśli kalibrujecie swoje monitory to wiecie jak bardzo brak obsługi ICC potrafi irytować. Przesycone kolorami fotografie są nie do zniesienia. Sam się dziwię, że wytrzymałem tak długo i z ulgą porzucam Kółko na rzecz nowego sierściucha. Wam również polecam.

Czytaj dalej
27 kwietnia 2014
Chcę zostać fotografem, cz. 2. Dziewczyna i elektryczne drzewo

1

Dziś będzie kompromitująco. Obiecałem pokazać Wam jak wyglądały moje fotograficzne początki i udowodnić, że każdy zaczyna od gniotów. Jeśli właśnie jesteś w tym momencie, w którym ja byłem 12 lat temu to wiedz, że też robisz gnioty. Jeśli jeszcze tego nie widzisz to za kilka lat zobaczysz to z całą pewnością. Jeżeli nie, to znaczy że gnioty robisz nadal i lepiej zająć się wbijaniem gwoździ.

Pamiętam jak kiedyś w czasach pierwszej świetności plfoto.com udzielałem się tam dość aktywnie i trafiłem na zdjęcie, które moje poczucie estetyki rozszarpało na strzępy jak koty karton po butach. Było to zdjęcie dziecka w wózku (spacerówce) na tle typowego polskiego mieszkania. Estetyka godna mułu w jeziorze. Nie omieszkałem skomentować zdjęcia, autor nie omieszkał odpowiedzieć. Brzmiało to mniej więcej tak "Co za bzdury wygadujesz, nie znasz się na fotografii, nie masz pojęcia jak trudno jest ustawić ostrość manualnym obiektywem ze światłem 1.8". Dzięki tej wypowiedzi szybko dowiedziałem się z kim mam do czynienia. Dla autora priorytetem było ustawienie ostrości manualnym obiektywem, sprawy estetyki były nieistotne. Ciekawe jak teraz wyglądają jego zdjęcia...

Tym przykładem dążę do tego, że na dobre zdjęcie wpływa tak wiele czynników, że na początku ciężko im wszystkim poświęcić należytą uwagę. Kiedy opanujemy zagadnienia ekspozycji, kompozycji, oświetlenia i zamiast myśleć o nich będziemy po prostu robić zdjęcia, wtedy zacznie się "prawdziwa" fotografia. Do tego potrzeba czasu. Nie łudźmy się, że po tygodniu zaczniemy strzelać same dzieła sztuki. Słowo na dziś - cierpliwość. To jest recepta na sukces.

Dość głupich historii, czas na konkrety. Obiecałem Wam w pierwszej części tego poradnika, że zdradzę mój przepis, na szybką, skuteczną i tanią naukę podstaw fotografii. Oto i on.

Gdyby fotografowie mieli boga, który ich stworzył, pewnie nazywałby się Zenit. Każdy powinien znać Zenita, dla wielu to właśnie aparat tej firmy był tym, od którego wszystko się zaczęło. Nie inaczej było w moim przypadku. Jaka jest największa zaleta tego systemu? Cena. Aparat z obiektywem nie zmusi nas do zastawienia żony/męża w lombardzie. "Zenka" można nabyć już za 30 zł. Polecam gorąco modele z wbudowanym światłomierzem (model TTL), dzięki niemu jesteśmy w stanie ocenić czy ekspozycja, którą ustawiamy jest poprawna.

Do aparatu przydałby się obiektyw. Na początek polecam taki o ogniskowej 50mm. Jest to kąt widzenia, którym szybko można nauczyć się patrzeć na świat. Tutaj warto liczyć się z wydatkiem rzędu 100-150 zł, za co dostaniemy przyzwoite szkło.

Musimy jeszcze mieć materiał, na którym będziemy utrwalać nasze zdjęcia. Teoretycznie lepiej jest zaczynać od zdjęć czarno-białych. W praktyce jednak z wywołaniem "prawdziwego" czarno-białego filmu może być problem jeżeli nie mieszka się w większym mieście. Oczywiście można zainwestować w sprzęt ciemniowy i bawić się tym samodzielnie, ale jest to dodatkowy koszt i zajmuje sporo czasu. Jeżeli planujecie zdjęcia w plenerze to negatyw o oznaczeniu ISO100 będzie dobrym wyborem, jeśli jednak przewidujecie zdjęcia we wnętrzach lub w gorszych warunkach oświetleniowych to możecie zastanowić się nad ISO400 lub wyższym. Im wyższe ISO tym negatyw jest czulszy na światło i kiedy jest go mniej poradzi sobie lepiej. Stety/niestety dzieje się to kosztem odwzorowania szczegółów. Luźna zasada jest taka, że negatywy KODAKA są cieplejsze i bardziej nasycone kolorami, FUJI natomiast jest bardziej neutralny. Dobrze jest kupić różne klisze i przeanalizować różnice. Na początek wystarczy około 10 negatywów po 36 zdjęć. Tutaj koszt będzie największy, bo poza samym zakupem (około 10-15zł/szt.) dojdzie koszt wywołania i skanowania lub drukowania odbitek. Jeśli Wasi znajomi posiadają skaner do negatywów to zdecydowanie polecam poprosić ich o pomoc - to duża oszczędność.

Łączny koszt całego przedsięwzięcia nie powinien przekroczyć 500-550 zł. To nadal dużo mniej niż najtańsza lustrzanka cyfrowa z koszmarnym obiektywem.

Mamy już sprzęt, teraz warto nauczyć się go używać. Poszukajmy w internecie poradników pt. "ustawianie ekspozycji w aparacie". Poczytajmy i próbujmy. Na początku nie będzie wychodziło, ale nie załamujmy się. Przeanalizujmy nasze błędy i próbujmy dalej. Daję głowę, że przy odrobinie starania po 10 zrobionych kliszach znajomość podstaw fotografii będziecie mieli opanowaną. Poza pracą ze światłem zastanym możecie też eksperymentować z ustawianiem światła dodatkowego. Ja zaczynałem od zwykłego halogenu, który dawał okropne światło. Zapoznajcie się obowiązkowo ze złotym podziałem - to podstawowa technika komponowania ujęć.

Wybaczcie, że nie napiszę tu całego poradnika ustawiania ekspozycji - jest tego w internecie na tyle dużo, że pisanie kolejnego tekstu nie ma sensu. Wolę pobawić się z kotem.

Jaki jest cel takiej nauki? Dlaczego nie mogę tego samego zrobić moim Nikonem De-pinćmiljonówszcześćset? Bo ta metoda daje po łapkach za każdy błąd. Każdy kolejny zmarnowany negatyw to pieniądze z naszej kieszeni. O ile nie masz na koncie wielu zer to szybko zaczniesz wyciągać wnioski z błędów celem zwiększenia liczby udanych klatek na kliszy. Przed każdym naciśnięciem magicznego spustu zastanowisz się czy kadr, który widzisz w wizjerze aparatu jest tym co chcesz uwiecznić, czy ekspozycja i oświetlenie są dobrze ustawione.

Cyfrówki zabijają myślenie jak packa muchy. W ich przypadku nie mamy żadnych konsekwencji błędów, po prostu patrzymy na wyświetlacz i robimy kolejne zdjęcie w myśl zasady "coś się wybierze". Nie tędy droga. Świetnym nawykiem wyniesionym z fotografii analogowej jest refleksja przed każdym naciśnięciem spustu. W przyszłości kiedy przerzucicie się na cyfrę zaoszczędzicie czas na selekcji zdjęć oraz pieniądze na wymianie migawki. Nie będziecie żałować kupionego bezmyślnie sprzętu. Do tego znacząco wzrośnie świadomość robienia zdjęć. Macie moje słowo.

Pozostaje tylko znaleźć dziedzinę, w której czujecie się najlepiej - a to przychodzi z czasem. Najczęściej jest tak, że zaczynamy fotografowanie od tego co jest najbliżej nas. W moim przypadku były to głównie: Natalia, deskorolka i koty. Oczywiście od czasu do czasu kusi wszystkich fotografia kwiatków i pszczółek czy martwej natury - to naturalna droga poszukiwania. Poniżej znajdziecie obiecane zdjęcia z komentarzami.


Pierwsze moje dzieła były...dziwne i dość mroczne. 


Dzięki temu zdjęciu rozpocząłem naukę w Warszawskiej Szkole Filmowej. Nawet prawie wygrałem nim stypendium. Nadal nie wiem czemu :) 
Swego czasu uważałem, że to zdjęcie jest genialne. A to, że świeczka wystaje z głowy w ogóle mi nie przeszkadzało.
Komentarz na odbitce z kotem. Bardzo wartościowe uwagi. Polecam Wam robić notatki do każdego zdjęcia, najlepiej już w momencie jego wykonywania. Mam nadzieje, że będą bardziej przydatne niż moje.
Na deskorolce spędziłem większość życia. Nadal czasem jeżdżę.
Dla mnie fotografia i deska były oczywistym połączeniem chociaż finalnie nie poszedłem w tym kierunku.
I na koniec hit internetów. Zdjęcie zatytułowałem "Elektryczne drzewo" i (o dziwo) zrobiło nawet małą karierę na plfoto.
P.S. Zdjęcie na początku wpisu jest dziełem Natalii (wykonane Zenitem). Chyba jedyne, które nadal mi się podoba z całej tej kolekcji.


Czytaj dalej
25 kwietnia 2014
Robimy sesję z rozmachem! Poradnik, cz. 1. "Organizacja"

4

Prędzej czy później w życiu każdego fotografa nadchodzi czas kiedy ma ochotę wyjść w plener i nie polegać jedynie na kapryśnym jak prezes PISu słońcu, ale samodzielnie zadecydować o tym jak oświetlić plan zdjęciowy. Nie mówię tu o ludziach, którzy zakładają wtedy lampę na aparat i błyskają "w pysk", ani o tych, którzy mówią o sobie, że są strobistami, bo robią sesje w plenerze jedną lampą z założonym na nią softboxem. Sorry, tak to i moje koty potrafią.

Zanim jednak przejdziemy do typowo technicznych zagadnień, chciałbym opisać Wam jak mniej więcej wygląda proces organizacji takiej sesji. Starałem się zamieścić tu dużo podpowiedzi przydatnych dla początkujących fotografów. Nie muszą one odnosić się tylko do takiej sesji, na której przykładzie będę pisał, ale i do wszystkich poważniejszych realizacji z jakimi przyjdzie Wam się zmierzyć. A skoro już mowa o sesji to warto wspomnieć, że prezentowana sesja jest sesją narzeczeńską wg mojego (i Natalii) pomysłu.

Ale zanim zacznę:
W moich wpisach często pojawiają się określenia, których część z Was może nie rozumieć. Nie załamujcie rąk! Zawsze możecie zadać mi pytanie w komentarzu lub spytać wujka Google. Nie chcę, żeby treści były krótsze niż objaśnienia do nich, stąd moja decyzja o takim, a nie innym sposobie pisania.

KONCEPT
Zanim spakujecie tonę sprzętu do samochodu i ruszycie na sesję musicie się do niej przygotować. Niektórym wystarczy gdy konkretna wizja zaszyta jest w ich głowie i od razu wiedzą czego oczekują. Niektórzy natomiast powinni każdy kadr zaplanować i (najlepiej) rozrysować. Jeżeli modele nie uczestniczą aktywnie w wymyślaniu konceptu i zdają się na Ciebie to fajnie jest pokazać im inne zdjęcia, które (mniej więcej) są w klimacie sesji jaką planujecie. Dzięki temu unikniecie niedogadania i nie dowiecie się po sesji, że uczestnicy myśleli, że to będzie "jakoś inaczej". Koncept jest ważny z jeszcze jednego powodu - pozwala na przewidzenie czego do sesji potrzebujemy. Nie ma nic gorszego niż pominąć jakiś szczegół, który potem odbije się echem na całej pracy.

Jak wyglądało to u nas?
Paulina i Mateusz od razu poczuli klimat, który postanowiliśmy osiągnąć. To pociągnęło za sobą ich ponadprzeciętne zaangażowanie w sesję i miało wielki wpływ na finalny efekt. Od razu zgodzili się zorganizować potrzebne rekwizyty. A było ich nie mało: od ubrań, przez stary namiot, lampy i broń, aż po przywiezienie wielkiego agregatu prądotwórczego. My natomiast zrobiliśmy listę sprzętu, w który powinniśmy się wyposażyć. Zanim przejdziemy dalej rzućcie okiem na film nagrany w trakcie realizacji zdjęć. Zdradza on wiele szczegółów, więc dzięki temu dalsza część wpisu będzie bardziej zrozumiała.



LOKALIZACJA
Mamy już w głowie konkretny plan, czas pomyśleć o miejscu, w którym go zrealizujemy. Nigdy nie zostawiajcie tego na ostatnią chwilę. My bardzo długo jeździliśmy szukając odpowiedniej lokalizacji. Niby zwykły las, a jednak nie tak łatwo było znaleźć tą wymarzoną polanę. Czasem trzeba będzie również postarać się o zgodę od właścicieli. Nie chcemy przecież, żeby jakiś strażnik teksasu na samym początku zdjęć ostudził nasze zapały wyganiając z upatrzonej wcześniej miejscówki. Czasem warto mieć w bagażniku buteleczkę magicznego płynu do poczęstowania lub po prostu założyć w wydatkach mały prezent dla szefów.

POMOCNE SMERFY
To istoty, bez których czasami ciężko się obyć. Podniosą, przeniosą, czasem podpowiedzą, a przy okazji podpatrzą i nauczą się co nieco. Rola takich pomocników jest bardzo ważna, bo przy większych sesjach możemy paść ze zmęczenia jeszcze przed rozpoczęciem właściwych zdjęć. Znacznie też przyspieszają przygotowania i pomagają w najgorszym zajęciu świata - pakowaniu sprzętu po sesji. Nam udało się zwerbować dwóch pomocników i gdyby nie oni pewnie finalny efekt nie wyglądałby tak jak wygląda.
Dodatkowo w przypadku tej konkretnej sesji razem z pomocnikami spotkaliśmy się 2 godziny przed godziną zero i kiedy przybyli nasi modele praktycznie wszystko było gotowe. Przy okazji bardzo dziękujemy naszym Smerfom :)

SHOPPING TIME!
Jak już pisałem wcześniej, musieliśmy powiększyć nasz dorobek o kolejne akcesoria. Ze sprzętu typowo fotograficznego potrzebowaliśmy dodatkowo bardzo wysokiego statywu oświetleniowego. Udało nam się w rozsądnej cenie znaleźć prawie 5-metrowy, który idealnie nadawał się do oświetlenia z niego dużego terenu. Poza tym na allegro wyszperaliśmy za grosze stare lampy naftowe i namiot pamiętający czasy ludzi z wąsami w polonezach.
Jedna techniczna kwestia nie dawała nam spokoju - jak lampa naftowa ma świecić na tyle mocno, żeby owe światło zarejestrowało się na fotografii? Jeśli kiedyś próbowaliście łączyć światło ciągłe z błyskowym to pewnie wiecie jaki to problem. Jeśli nie, polecam spróbować zrobić zdjęcie zapalonej świeczki błyskając na nią lampą z aparatu. Szybko wymyśliłem, że najlepszym wyjściem będzie zakup kilku bardzo mocnych żarówek halogenowych i zamontowanie ich w klasycznych oprawkach żarówkowych. Do tego doszło kilkadziesiąt metrów przewodu elektrycznego i cała misterna pajęczyna była gotowa w ciągu jednego wieczoru. Elektryk ze mnie żaden, ale do dziś mam wszystkie palce u rąk.
Pozostało nam jeszcze tylko wypożyczenie wytwornicy dymu do "zagęszczenia" atmosfery i tutaj warto polecić wypożyczalnię LFX (którą mamy praktycznie pod domem). W międzyczasie Mateusz zdobył ubrania i skorzystał z okazji, żeby zrobić sobie prezent w postaci strzelby ASG.

PAKUJEMY GRATY
Ostateczna lista sprzętu wyglądała mniej więcej tak:
- lampy studyjne o mocy 300Ws (3szt.) - w ciągu dnia taka moc jest często niewystarczająca, ale w ciemności to aż nadto,

- generator akumulatorowy Fomei Panther Pro 1500 - niestety zabawa w błyskanie w plenerze wymaga inwestycji w źródło zasilania. My polubiliśmy generator Fomeia za przystępną cenę (jak na taki sprzęt) i tradycyjne wtyczki, do których nie tylko podłączymy lampę, ale i każde urządzenie elektryczne niezwiązane z fotografią (np. lodówkę, czy kosiarkę). Pojemność akumulatora jest wystarczająca do zrobienia dobrej sesji (nie wiem jak z kosiarką lub lodówką). W razie czego możemy dokupić dodatkowy akumulator,

- spalinowy agregat prądotwórczy - tu wielki ukłon dla Mateusza za zorganizowanie wielkiego, głośnego jak boeing agregatu, do którego mogliśmy podłączyć nasze żarówki halogenowe. Od razu uprzedzę ewentualne pytania - podłączenie lamp studyjnych do takiego urządzenia może się skończyć ich uszkodzeniem. Elektronika w nich umieszczona jest podatna na skoki napięcia, a agregat nie jest najstabilniejszym źródłem prądu. Stąd dwa oddzielne źródła zasilania,

- oczywiście zadbaliśmy również o przedłużacze w dużej ilości,

- kilka solidnych statywów oświetleniowych. Ja lubię stalowe, w plenerze są stabilniejsze. Oczywiście do tego wyżej wymieniony wysoki statyw do zadań specjalnych,

- z tak zwanych modyfikatorów światła mieliśmy: dużą oktę (140cm), strip (50x140), dużą i małą białą transparentną parasolkę (140cm i 50cm) i kilka tzw. garnków, czyli reflektorów świecących twardym światłem,

- bardzo ważne w przypadku tej sesji były folie CTO (ocieplająca) i CTB (ochładzająca). Służą one do zmiany temperatury barwowej światła dopasowując ją do temperatury podobnej np. do światła księżyca czy żarówki. Takie folie w dużych arkuszach możecie kupić w sklepie milso,

- z aparatów zabraliśmy Canona 5D mark II i zestaw obiektywów, o których możecie przeczytać tutaj,

- NAJWAŻNIEJSZE! Zawsze miejcie w torbie zapas taśmy klejącej różnego rodzaju. Taśma to narzędzie ratujące świat i bez niej fotografia nie byłaby tym czym jest dzisiaj. Serio!

PRZYGOTOWUJEMY PLAN
Jak już wspomniałem mieliśmy do pomocy dwóch asystentów. Każdy dostał konkretne zadanie. Jeśli jesteś fotografem to musisz umieć rozdzielać obowiązki pomiędzy całą ekipę. Nigdy nie róbcie wszystkiego sami, bo wykończycie się fizycznie. Nie bierzcie też asystentów, którzy nie mają zielonego pojęcia o tym którą śrubkę przekręcić żeby rozłożyć nogi statywu. Stracicie czas i nerwy na tłumaczenie. Kiedy już wszystko będzie mniej więcej rozstawione warto zrobić kilka prób i zweryfikować czy to co mamy w głowie pokrywa się z tym co widzimy na wyświetlaczu aparatu. Jeśli mamy taką możliwość unikajmy testów "na kliencie". Nie każdy potrafi zrozumieć, że na początku nie zawsze wszystko jest tip top, może pojawić się zniecierpliwienie i frustracja osobników. Przytoczę pewną sytuację z życia: podczas wykonywania sesji miałem problemy z reakcją fotoceli wbudowanej w lampę na błysk innych lamp. Musiałem się trochę nagimnastykować, aby urządzenia zaczęły się słuchać. Po sesji próbowano zarzucić mi, że mam niesprawny i nieprofesjonalny sprzęt. Starajmy się unikać takich spięć, bo najgorsze co może się przytrafić to naburmuszony model czy modelka, którzy nie rozumieją, że dobre zdjęcia wymagają czasu.

ZACZYNAMY!
Teraz już tylko z górki. W drugiej części tego wpisu zdradzę Wam jak dokładnie użyłem powyższego sprzętu, aby zbudować klimat widoczny na zdjęciach. Opowiem z jakimi problemami się spotkałem i jak je rozwiązałem. Podpowiem też jak błysnąć efektownie, ale jednocześnie tak, aby nie było czuć ingerencji sztucznego światła na fotografii. A to już niebawem. Zaglądajcie na bloga lub facebooka aby być na bieżąco.


Ogniskowa 16mm. Ekspozycja: 1/60s, f/4.5, ISO 1600

Czytaj dalej
23 kwietnia 2014
Genialne zdjęcia, na których nic się nie dzieje

3

Nie mam wielu ulubionych fotografów. Do niedawna nie byłem w stanie wymienić jakiegokolwiek nazwiska fotografa, którego mógłbym określić "moim idolem". Potem poznałem Grześka. W młodości był gwiazdą rocka. Wyśpiewał kawałek, o zgrabnym tytule "Let Me Take Your Photo", który najwyraźniej wywróżył mu przyszłą karierę. Jeśli macie ochotę, możecie ten kawałek puścić jako soundtrack do dalszej części wpisu.


The Speedies "Let Me Take Your Photo" (1979)


Nie chcę nawet próbować podejmować się pisania biografii Crewdsona, bo i Wy i ja szybko byśmy przy tym zasnęli. Skupię się na tym co najbardziej mnie i Was interesuje czyli na jego twórczości.

Fotograf ten jest znany z sesji wykonywanych z gigantycznym rozmachem, a do tego unika cyfry jak ognia i pracuje na aparacie wielkoformatowym. To głównie dzięki niemu uzyskuje genialną jakość i plastykę swoich prac. Jego plany zdjęciowe wyglądają jak z dużej hollywoodzkiej produkcji. 
Grzesiek i jego narzędzie pracy.
Liczba użytych lamp do oświetlenia gigantycznych planów robi wrażenie.

Sesje wykonywane są przy typowo filmowym oświetleniu. Tylko światło ciągłe, zero błyskania.

Gdybym miał jednym słowem opisać zdjęcia Gregorego to z pewnością użyłbym określenia "niepokojące". Większość scenerii to typowe małe amerykańskie miasteczka lub domy. Ludzie na fotografiach sprawiają wrażenie czekających na coś, co za chwilę nastąpi. To właśnie modele są tym co najbardziej przyciąga do zdjęć Crewdsona. Ich nienaturalne zachowanie pozostawia nam możliwość dopowiedzenia początku i końca historii, z kontekstu której został wyrwany widoczny na fotografii moment.

Oto co sam twórca mówi o swoich dziełach:
“My pictures must first be beautiful, but that beauty is not enough. I strive to convey an underlying edge of anxiety, of isolation, of fear. ”

I tym cytatem zakończę. Wolę unikać długich rozprawek i analizowania zdjęć bo każdy ma swój rozum i postrzega je po swojemu. Rzućcie okiem na kilka wybranych przeze mnie fotografii, które wyszperałem w sieci. Jeśli chcecie lepiej poznać twórczość Crewdsona, odsyłam Was do wydanych przez niego albumów. Są one świetnym źródłem inspiracji.






Mój prywatny album. Oglądanie fotografii na monitorze nijak się ma do wersji drukowanej.






Czytaj dalej