Pokazywanie postów oznaczonych etykietą organizacja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą organizacja. Pokaż wszystkie posty
28 maja 2014
Kiedy wszystko się wali

0
Mam wrażenie, że nad sesjami zdjęciowymi czasami ciąży fatum prawa Murphyego - "Jeżeli coś może się nie udać - nie uda się na pewno". Od jakiegoś czasu staram się unikać prowizorycznie zorganizowanych sesji. Odrzucam zlecenia przy których klient oczekuje powalającego efektu przy minimalnych albo zerowych kosztach. Wiem z doświadczenia, że nic dobrego z tego nie będzie. Najczęściej kończy się nerwami i frustracją. Niestety życie pokazuje, że czasami mimo zaangażowania wszystkich stron nad sesją ciąży klątwa i co chwila rzuca kłody pod nogi. Tak właśnie było przy okazji sesji, którą wykonywałem jakiś czas temu dla zespołu "Like it".

Na marginesie dodam, że kiedy miałem już gotowy cały wpis to moja przeglądarka uległa awarii i musiałem zacząć pisać praktycznie od zera... Widać, pech ciągnie się dalej.

Koncept zdjęć był dość prosty. Chcieliśmy znaleźć wnętrze utrzymane w klimacie zbliżonym do loftu z surowymi ścianami z cegły bądź betonu, oraz ładną podłogą. W tle mieliśmy zamiar ustawić duże lampy sceniczne, które poza walorami estetycznymi miały również zapewnić światło kontrowe.

Na początku przyszło mi się zmierzyć z poszukiwaniem lokalizacji. Czasu nie było za wiele, więc większość miejsc, do których dzwoniłem było już zarezerwowanych, bądź nie dysponowało przestrzenią wystarczająco dużą aby swobodnie fotografować 5 osób. Kiedy już traciłem nadzieję, ktoś polecił mi studio, które ulokowane jest niedaleko mnie. Zadzwoniłem, umówiłem się na spotkanie i już po kilkunastu minutach byłem na miejscu. Obejrzałem wiele pomieszczeń, ale żadne z nich nie odpowiadało moim oczekiwaniom. Jedyne nadające się miejsce było już zarezerwowane na inną sesję. Kiedy traciłem nadzieję i powoli kierowałem się do wyjścia właściciel postanowił pokazać mi jeszcze pomieszczenie będące w trakcie remontu. Pomimo brudu i bałaganu okazało się być najlepszym z dotychczasowych. Ładne betonowe ściany oraz biała drewniana podłoga całkiem dobrze wpisywały się w koncept. Z braku alternatywy zaakceptowałem je.

W międzyczasie znajomy stylista Wojtek przeszukiwał sklepy w poszukiwaniu ubrań zgodnych z otrzymanymi wytycznymi. Wskazówki dotyczące ubioru otrzymaliśmy dużo wcześniej więc z tą kwestią nie było problemów. Przynajmniej do dnia zdjęć.

Dwa dni przed nią zaczęły pojawiać się kolejne przeszkody. Zuza, z którą zajmowała się sesją i opiekowała zespołem obiecała zorganizować wspomniane wcześniej światło i pomimo starań dowiedziałem się, że jedyna dostępna opcja to kilka par ledowych. Życie-pomyślałem. Niestety moc takich lamp ledwo by wystarczyła do oświetlenia wylęgarni kurczaków, nie mówiąc już o zastosowaniach fotograficznych. Postanowiłem wziąć sprawy w swoje ręce i pojechałem do wypożyczalni sprzętu LFX w celu znalezienia czegoś bardziej adekwatnego. Na próżno. Znów jedyną opcją były rozwiązania oparte na ledach. Odpuściłem i pogodziłem się z faktem, że trzeba na szybko opracować nowy koncept. Finalnie zamiast świateł zdecydowałem się skorzystać z wielkiej parasolki parabolicznej będącej na wyposażeniu studia. Zadzwoniłem, aby upewnić się, że będzie wolna tego dnia, otrzymałem zapewnienie, że nie będzie z tym problemu. Zuza w międzyczasie zorganizowała jeszcze wytwornicę dymu.

Nadszedł dzień sesji.
Na miejsce przyjechaliśmy pół godziny przed wszystkimi z zamiarem wcześniejszego przygotowania sprzętu. Okazało się, że nasz stylista Wojtek był jeszcze wcześniej i rozłożył się z ubraniami w miejscu, w którym miała odbywać się tego dnia inna sesja. Ruszyliśmy do zarezerwowanego pomieszczenia i po wejściu zamurowało mnie jak szpadel w cemencie. Zamiast pięknej drewnianej podłogi zobaczyłem ohydną szarą wykładzinę konferencyjną, która do naszej koncepcji pasowała jak Sasha Grey do kreskówek z Królikiem Bugsem. Bardzo szybko przekonałem się, że są lepsze sposoby na podniesienie ciśnienia z rana niż mocne espresso. Do przyjścia całej ekipy zostało kilkanaście minut, a ja stałem wpatrzony w paskudną wykładzinę i próbowałem opanować chęć zamordowania osoby w zasięgu wzroku.

Prawdopodobnie moje zdenerwowanie dało się odczuć, bo ekipa zarządzająca ruszyła w celu wyjaśnienia sytuacji oraz w poszukiwaniu alternatywy. W międzyczasie otrzymałem telefoniczne „wyjaśnienie” od szefa: „wczoraj przyjechała ekipa z Komfortu i musieli położyć”. Na moje pytanie dlaczego nikt mnie o tym nie poinformował nie otrzymałem odpowiedzi. Szczęśliwie udało się dodzwonić do fotografa, który zarezerwował drugie pomieszczenie w studiu. Okazało się, że i tak planował zdjęcia poza nim, więc mogliśmy przenieść się do wcześniej niedostępnego miejsca. Znów musieliśmy dostosować koncept do nowych warunków. Tym razem były to szare ściany i szara podłoga.
Nerwy powoli odpuszczały. Mogliśmy skupić się na rozstawianiu sprzętu oraz ubieraniu chłopaków. Po drodze nie obyło się bez wtop. Koszula przygotowana dla wokalisty okazał się za mała. Ostatkiem sił udało mu się ją zapiąć ale guziki były napięte jak kot przed skokiem do kartonu. Nie było już czasu na znalezienie alternatywy. Musiałem pogodzić się z faktem, że czeka mnie zabawa z koszulą podczas postprodukcji.

W końcu mogliśmy przystąpić do zdjęć.
 Ale zanim o nich to warto wspomnieć o ekipie, czyli:
styliście: Wojtku Szymańskim
dzielnie asystowała i zapewniła catering: Zuzanna Rusin 


Przy pierwszych zdjęciach użyliśmy pięciu źródeł światła. Z przodu po skosie i lekko z góry świeciły srebrna parasolka paraboliczna oraz duża okta. Z tyłu, widoczna na zdjęciach duża parasolka paraboliczna z białym wnętrzem (w skrócie "para") oraz dodatkowo po bokach dwa reflektory (tzw. garnki) świecące ostrym światłem kontrowym. Jeden z nich miał założony niebieski filtr i podświetlał puszczany dym. Kolor ten pojawił się na prośbę zespołu nie tylko w oświetleniu ale i w stylizacjach.
Ogniskowa 25mm. Ekspozycja: 1/125s, f/13, ISO 100
Ogniskowa 22mm. Ekspozycja: 1/125s, f/13, ISO 100

Po wykonaniu zdjęć grupowych spontanicznie postanowiłem wyłączyć wszystkie lampy poza widoczną w kadrze parą i wykonać kilka zdjęć jedynie z użyciem światła kontrowego oraz odrobiną dymu.
Ogniskowa 23mm. Ekspozycja: 1/125s, f/13, ISO 100
Następne ujęcie również było nieplanowane. W kuchni znaleźliśmy długą drewnianą ławkę, która aż prosiła się o wykorzystanie. Tym razem jedynym źródłem światła była duża para świecąca od przodu. Specyficzne rozmycie uzyskałem fotografując obiektywem 90mm TS-E.

Ogniskowa 90mm. Ekspozycja: 1/125s, f/2.8, ISO 100
 
Potem przyszedł czas na indywidualne portrety. Głównym światłem był strip z założonym gridem świecący delikatnie z góry. Tło oświetliłem lampą z garnkiem z założonym plastrem miodu. Do tego kontra z prawej z niebieskim filtrem podobnie jak przy pierwszym zdjęciu grupowym dająca lekką kolorową poświatę w cieniu na policzku. Zależało mi na mniejszej głębi ostrości, do tego celu posłużyłem się szarym filtrem nakręcanym na obiektyw zmniejszającym dopływ światła.

 Wszystkie zdjęcia wykonane na ogniskowej 50mm. Ekspozycja: 1/125s, f/2, ISO 100



 

 
Na koniec wykonałem jeszcze jedną wersję portretów, tym razem na „stalowej ścianie". Jedynym źródłem światła był świecący na wprost mały beauty dish z założonym plastrem miodu.
Ogniskowa 50mm. Ekspozycja: 1/160s, f/5, ISO 50
Jak pokazuje powyższa przygoda czasami z pierwotnego planu nie zostaje praktycznie nic.Tego typu sytuacje zdarzają się stosunkowo często i trzeba nauczyć się szybko podejmować decyzje oraz dopasowywać się do zastanych warunków. Kosztuje to dużo nerwów ale finalnie nie musi oznaczać skazania sesji na niepowodzenie.

Chętnie poznam Wasze opinie na temat zdjęć.

Czytaj dalej
4 maja 2014
Robimy sesję z rozmachem! Poradnik, cz. 2. "Oświetlenie"

2
Czas na drugą część poradnika. Jeśli nie czytaliście poprzedniej to zachęcam do zapoznania się z nią. Tym razem zajmiemy się oświetleniem, czyli najistotniejszą (zaraz po pomyśle) częścią sesji. Przed zdjęciami długo testowaliśmy rozmaite techniki świecenia. Zależało nam na naturalnym oświetleniu. Po przeanalizowaniu wszystkich rozwiązań zdecydowaliśmy się do większości ujęć użyć lamp wyposażonych w białe transparentne parasolki. Najczęściej prostota zdaje egzamin najlepiej. Pamiętajcie o tym, bo fotografowie mają tendencje do przedobrzania. Zawsze zaczynajcie od jednej lampy i stopniowo (w miarę potrzeby) dokładajcie kolejne.

Czas na konkrety:

ugryź fotografię blog oświetlenie
Ogniskowa 22mm. Ekspozycja: 1/60, f/3.5, ISO 1600
Ogniskowa 22mm. Ekspozycja: 1/60, f/3.5, ISO 1600
Ogniskowa 23mm. Ekspozycja: 1/60, f/4, ISO 1600
Ogniskowa 16mm. Ekspozycja: 1/100, f/4, ISO 1600
Ogniskowa 16mm. Ekspozycja: 1/100, f/3.5, ISO 1600
Ogniskowa 50mm. Ekspozycja: 1/60, f/4.5, ISO 1600
Ogniskowa 50mm. Ekspozycja: 1/60, f/5, ISO 1600
Wszystkie powyższe zdjęcia zostały wykonane z użyciem dwóch lamp. Z przodu po prawej cały teren oświetlała duża (140cm.) biała transparentna parasolka z założoną folią CTB. Jej zadaniem było symulowanie światła księżyca. Duża powierzchnia parasolki sprawiała, że światło było bardzo miękkie i naturalne. Lekko błękitny filtr CTB ochłodził światło i nadał mu realistyczne, nocne zabarwienie. Przydał się też nasz nowy nabytek czyli wysoki (około 5m.) statyw, na którym zamocowaliśmy lampę. Dzięki niemu mogliśmy bez problemu oświetlić bardzo duży teren przy użyciu tylko jednego źródła światła.

Druga lampa z zamocowaną małą (50cm.) transparentną parasolką oraz taką samą folią CTB służyła do podświetlenia drzew oraz puszczanego przez nas dymu. Tego typu oświetlenie kontrowe jest niezbędne jeśli chcecie uwidocznić jakikolwiek dym na zdjęciu.

Ciepłe światło widoczne na zdjęciach to zasługa żarówek halogenowych. Miałem co do nich obawy - przypuszczałem, że zaświecenie jeszcze jedną lampą z założoną ocieplającą folią CTO będzie niezbędne. Na szczęście same żarówki dały radę. Podłączyliśmy je (razem z dymiarką) do agregatu prądotwórczego, który to skutecznie utrudnił przekazywanie jakichkolwiek werbalnych instrukcji uczestnikom sesji.
 
 


Jeżeli przeanalizowaliście ekspozycje powyższych ujęć to pewnie rzucił Wam się w oczy stosunkowo długi czas naświetlania (w większości przypadków 1/60sek.). Przy krótszych czasach mieliśmy problem z właściwym zarejestrowaniem światła z żarówek. Błysk był zbyt silny i "gasił" je psując tym samym założony efekt. Negatywnym następstwem tego zabiegu był problem z poruszeniami na zdjęciach. W przypadku niektórych fotografii nie udało się ich niestety uniknąć. Coś za coś.

Przy ujęciu w namiocie użyliśmy innego źródła światła. Z lewej strony świeciliśmy tą samą dużą parasolką z filtrem, a za namiotem natomiast postawiliśmy lampę z założonym stripem 50x140cm. Przy tym ujęciu musieliśmy zmierzyć się z innym problemem. Parasolka oświetlała nam nie tylko drzewa i podłoże ale także sam namiot. Możecie zobaczyć to na poniższym ujęciu:

Przyznacie, że zabarwienie materiału namiotu nie jest zbyt piękne. Postanowiliśmy zrobić dwa oddzielne zdjęcia i połączyć je w procesie postprodukcji. Pierwszym było zdjęcie widoczne powyżej. Przy drugim wyłączyliśmy lampę z parasolką i zaświeciliśmy tylko stripem:


Oto finalny efekt:
Ogniskowa 16mm. Ekspozycja: 1/60, f/4.5, ISO 1600

Na koniec postanowiliśmy zrobić kilka zdjęć z naciskiem na samo światło ciągłe. W pierwszym zostawiliśmy jeszcze parasolkę z tyłu doświetlającą tło. W drugim całkowicie zrezygnowaliśmy z błysku.

Ogniskowa 50mm. Ekspozycja: 1/60, f/5, ISO 1600
Ogniskowa 50mm. Ekspozycja: 1/60, f/5, ISO 1600

Na deserek krótki backstage:
Pierwsze testy, w tle widoczna kontra
Duża parasolka z filtrem CTB

Ekipa w komplecie

To już wszystko. Piszcie i pytajcie jeśli interesuje Was jeszcze jakieś zagadnienie, którego nie poruszyłem w powyższym tekście. Niebawem kolejne wpisy z poradami.

Czytaj dalej
25 kwietnia 2014
Robimy sesję z rozmachem! Poradnik, cz. 1. "Organizacja"

4

Prędzej czy później w życiu każdego fotografa nadchodzi czas kiedy ma ochotę wyjść w plener i nie polegać jedynie na kapryśnym jak prezes PISu słońcu, ale samodzielnie zadecydować o tym jak oświetlić plan zdjęciowy. Nie mówię tu o ludziach, którzy zakładają wtedy lampę na aparat i błyskają "w pysk", ani o tych, którzy mówią o sobie, że są strobistami, bo robią sesje w plenerze jedną lampą z założonym na nią softboxem. Sorry, tak to i moje koty potrafią.

Zanim jednak przejdziemy do typowo technicznych zagadnień, chciałbym opisać Wam jak mniej więcej wygląda proces organizacji takiej sesji. Starałem się zamieścić tu dużo podpowiedzi przydatnych dla początkujących fotografów. Nie muszą one odnosić się tylko do takiej sesji, na której przykładzie będę pisał, ale i do wszystkich poważniejszych realizacji z jakimi przyjdzie Wam się zmierzyć. A skoro już mowa o sesji to warto wspomnieć, że prezentowana sesja jest sesją narzeczeńską wg mojego (i Natalii) pomysłu.

Ale zanim zacznę:
W moich wpisach często pojawiają się określenia, których część z Was może nie rozumieć. Nie załamujcie rąk! Zawsze możecie zadać mi pytanie w komentarzu lub spytać wujka Google. Nie chcę, żeby treści były krótsze niż objaśnienia do nich, stąd moja decyzja o takim, a nie innym sposobie pisania.

KONCEPT
Zanim spakujecie tonę sprzętu do samochodu i ruszycie na sesję musicie się do niej przygotować. Niektórym wystarczy gdy konkretna wizja zaszyta jest w ich głowie i od razu wiedzą czego oczekują. Niektórzy natomiast powinni każdy kadr zaplanować i (najlepiej) rozrysować. Jeżeli modele nie uczestniczą aktywnie w wymyślaniu konceptu i zdają się na Ciebie to fajnie jest pokazać im inne zdjęcia, które (mniej więcej) są w klimacie sesji jaką planujecie. Dzięki temu unikniecie niedogadania i nie dowiecie się po sesji, że uczestnicy myśleli, że to będzie "jakoś inaczej". Koncept jest ważny z jeszcze jednego powodu - pozwala na przewidzenie czego do sesji potrzebujemy. Nie ma nic gorszego niż pominąć jakiś szczegół, który potem odbije się echem na całej pracy.

Jak wyglądało to u nas?
Paulina i Mateusz od razu poczuli klimat, który postanowiliśmy osiągnąć. To pociągnęło za sobą ich ponadprzeciętne zaangażowanie w sesję i miało wielki wpływ na finalny efekt. Od razu zgodzili się zorganizować potrzebne rekwizyty. A było ich nie mało: od ubrań, przez stary namiot, lampy i broń, aż po przywiezienie wielkiego agregatu prądotwórczego. My natomiast zrobiliśmy listę sprzętu, w który powinniśmy się wyposażyć. Zanim przejdziemy dalej rzućcie okiem na film nagrany w trakcie realizacji zdjęć. Zdradza on wiele szczegółów, więc dzięki temu dalsza część wpisu będzie bardziej zrozumiała.



LOKALIZACJA
Mamy już w głowie konkretny plan, czas pomyśleć o miejscu, w którym go zrealizujemy. Nigdy nie zostawiajcie tego na ostatnią chwilę. My bardzo długo jeździliśmy szukając odpowiedniej lokalizacji. Niby zwykły las, a jednak nie tak łatwo było znaleźć tą wymarzoną polanę. Czasem trzeba będzie również postarać się o zgodę od właścicieli. Nie chcemy przecież, żeby jakiś strażnik teksasu na samym początku zdjęć ostudził nasze zapały wyganiając z upatrzonej wcześniej miejscówki. Czasem warto mieć w bagażniku buteleczkę magicznego płynu do poczęstowania lub po prostu założyć w wydatkach mały prezent dla szefów.

POMOCNE SMERFY
To istoty, bez których czasami ciężko się obyć. Podniosą, przeniosą, czasem podpowiedzą, a przy okazji podpatrzą i nauczą się co nieco. Rola takich pomocników jest bardzo ważna, bo przy większych sesjach możemy paść ze zmęczenia jeszcze przed rozpoczęciem właściwych zdjęć. Znacznie też przyspieszają przygotowania i pomagają w najgorszym zajęciu świata - pakowaniu sprzętu po sesji. Nam udało się zwerbować dwóch pomocników i gdyby nie oni pewnie finalny efekt nie wyglądałby tak jak wygląda.
Dodatkowo w przypadku tej konkretnej sesji razem z pomocnikami spotkaliśmy się 2 godziny przed godziną zero i kiedy przybyli nasi modele praktycznie wszystko było gotowe. Przy okazji bardzo dziękujemy naszym Smerfom :)

SHOPPING TIME!
Jak już pisałem wcześniej, musieliśmy powiększyć nasz dorobek o kolejne akcesoria. Ze sprzętu typowo fotograficznego potrzebowaliśmy dodatkowo bardzo wysokiego statywu oświetleniowego. Udało nam się w rozsądnej cenie znaleźć prawie 5-metrowy, który idealnie nadawał się do oświetlenia z niego dużego terenu. Poza tym na allegro wyszperaliśmy za grosze stare lampy naftowe i namiot pamiętający czasy ludzi z wąsami w polonezach.
Jedna techniczna kwestia nie dawała nam spokoju - jak lampa naftowa ma świecić na tyle mocno, żeby owe światło zarejestrowało się na fotografii? Jeśli kiedyś próbowaliście łączyć światło ciągłe z błyskowym to pewnie wiecie jaki to problem. Jeśli nie, polecam spróbować zrobić zdjęcie zapalonej świeczki błyskając na nią lampą z aparatu. Szybko wymyśliłem, że najlepszym wyjściem będzie zakup kilku bardzo mocnych żarówek halogenowych i zamontowanie ich w klasycznych oprawkach żarówkowych. Do tego doszło kilkadziesiąt metrów przewodu elektrycznego i cała misterna pajęczyna była gotowa w ciągu jednego wieczoru. Elektryk ze mnie żaden, ale do dziś mam wszystkie palce u rąk.
Pozostało nam jeszcze tylko wypożyczenie wytwornicy dymu do "zagęszczenia" atmosfery i tutaj warto polecić wypożyczalnię LFX (którą mamy praktycznie pod domem). W międzyczasie Mateusz zdobył ubrania i skorzystał z okazji, żeby zrobić sobie prezent w postaci strzelby ASG.

PAKUJEMY GRATY
Ostateczna lista sprzętu wyglądała mniej więcej tak:
- lampy studyjne o mocy 300Ws (3szt.) - w ciągu dnia taka moc jest często niewystarczająca, ale w ciemności to aż nadto,

- generator akumulatorowy Fomei Panther Pro 1500 - niestety zabawa w błyskanie w plenerze wymaga inwestycji w źródło zasilania. My polubiliśmy generator Fomeia za przystępną cenę (jak na taki sprzęt) i tradycyjne wtyczki, do których nie tylko podłączymy lampę, ale i każde urządzenie elektryczne niezwiązane z fotografią (np. lodówkę, czy kosiarkę). Pojemność akumulatora jest wystarczająca do zrobienia dobrej sesji (nie wiem jak z kosiarką lub lodówką). W razie czego możemy dokupić dodatkowy akumulator,

- spalinowy agregat prądotwórczy - tu wielki ukłon dla Mateusza za zorganizowanie wielkiego, głośnego jak boeing agregatu, do którego mogliśmy podłączyć nasze żarówki halogenowe. Od razu uprzedzę ewentualne pytania - podłączenie lamp studyjnych do takiego urządzenia może się skończyć ich uszkodzeniem. Elektronika w nich umieszczona jest podatna na skoki napięcia, a agregat nie jest najstabilniejszym źródłem prądu. Stąd dwa oddzielne źródła zasilania,

- oczywiście zadbaliśmy również o przedłużacze w dużej ilości,

- kilka solidnych statywów oświetleniowych. Ja lubię stalowe, w plenerze są stabilniejsze. Oczywiście do tego wyżej wymieniony wysoki statyw do zadań specjalnych,

- z tak zwanych modyfikatorów światła mieliśmy: dużą oktę (140cm), strip (50x140), dużą i małą białą transparentną parasolkę (140cm i 50cm) i kilka tzw. garnków, czyli reflektorów świecących twardym światłem,

- bardzo ważne w przypadku tej sesji były folie CTO (ocieplająca) i CTB (ochładzająca). Służą one do zmiany temperatury barwowej światła dopasowując ją do temperatury podobnej np. do światła księżyca czy żarówki. Takie folie w dużych arkuszach możecie kupić w sklepie milso,

- z aparatów zabraliśmy Canona 5D mark II i zestaw obiektywów, o których możecie przeczytać tutaj,

- NAJWAŻNIEJSZE! Zawsze miejcie w torbie zapas taśmy klejącej różnego rodzaju. Taśma to narzędzie ratujące świat i bez niej fotografia nie byłaby tym czym jest dzisiaj. Serio!

PRZYGOTOWUJEMY PLAN
Jak już wspomniałem mieliśmy do pomocy dwóch asystentów. Każdy dostał konkretne zadanie. Jeśli jesteś fotografem to musisz umieć rozdzielać obowiązki pomiędzy całą ekipę. Nigdy nie róbcie wszystkiego sami, bo wykończycie się fizycznie. Nie bierzcie też asystentów, którzy nie mają zielonego pojęcia o tym którą śrubkę przekręcić żeby rozłożyć nogi statywu. Stracicie czas i nerwy na tłumaczenie. Kiedy już wszystko będzie mniej więcej rozstawione warto zrobić kilka prób i zweryfikować czy to co mamy w głowie pokrywa się z tym co widzimy na wyświetlaczu aparatu. Jeśli mamy taką możliwość unikajmy testów "na kliencie". Nie każdy potrafi zrozumieć, że na początku nie zawsze wszystko jest tip top, może pojawić się zniecierpliwienie i frustracja osobników. Przytoczę pewną sytuację z życia: podczas wykonywania sesji miałem problemy z reakcją fotoceli wbudowanej w lampę na błysk innych lamp. Musiałem się trochę nagimnastykować, aby urządzenia zaczęły się słuchać. Po sesji próbowano zarzucić mi, że mam niesprawny i nieprofesjonalny sprzęt. Starajmy się unikać takich spięć, bo najgorsze co może się przytrafić to naburmuszony model czy modelka, którzy nie rozumieją, że dobre zdjęcia wymagają czasu.

ZACZYNAMY!
Teraz już tylko z górki. W drugiej części tego wpisu zdradzę Wam jak dokładnie użyłem powyższego sprzętu, aby zbudować klimat widoczny na zdjęciach. Opowiem z jakimi problemami się spotkałem i jak je rozwiązałem. Podpowiem też jak błysnąć efektownie, ale jednocześnie tak, aby nie było czuć ingerencji sztucznego światła na fotografii. A to już niebawem. Zaglądajcie na bloga lub facebooka aby być na bieżąco.


Ogniskowa 16mm. Ekspozycja: 1/60s, f/4.5, ISO 1600

Czytaj dalej